Zespół Szkół Ogólnokształcących w Radzyminie
“Piękno na to jest, by zachwycało do pracy - praca, by się zmartwychwstało.” Cyprian Kamil Norwid
 SPRAWOZDANIE ZE SPŁYWU KAJAKOWEGO

SPRAWOZDANIE ZE SPŁYWU KAJAKOWEGO

13 czerwca 2016

Zbiórka o 7.30. Pora całkiem spoko, można normalnie wstać. Oczywiście pod warunkiem, że jest się spakowanym już wieczorem poprzedniego dnia. O 8.00 wszyscy już byli. Wyjeżdżamy! 14 osób z IIa (sportowcy) i 3 z IIb (lenie). Pani Gumkowska i pani Całka jako opiekunki. Tak naprawdę, to sami też byśmy sobie poradzili, gorzej byłoby z przeżyciem.

Jazda nie była zła, tylko około pięciu godzin. Mamy za sobą dłuższe dystanse ( do Anglii i Włoch). O 13.00 byliśmy na miejscu. Kilka ślicznych, drewnianych domków (oczywiście nie dla nas), również drewniana wiata, ognisko i prysznice. Prymitywne co prawda, ale potem doceniliśmy ten luksus. Jedzenie blisko, trzeba tylko przejść małe pole. Sklep marne 2 km od nas, więc mały spacerek na początek spływu. Wszystko pokazał nam i objaśnił pan Szuszczyński, organizator spływu, za który jesteśmy mu bardzo wdzięczny. Przy rozbijaniu namiotów zaatakował nas wielki wiatr, który porwał jedną z toreb na kijki, wyrzucił gdzieś w lesie za rzeką. Próbował zabrać też jeden namiot, ale na to już nie pozwoliliśmy. Czas spłynął nam na kąpaniu się w rzece, opalaniu się i struganiu kijków. O 23.00 lamusy z IIb próbowały spać, a IIa latała z latarkami po lesie grając parami w chowanego.

14 czerwca 2016

Zgodnie z zapowiedzią opiekunek rano było trochę zimno. Na tyle zimno, żeby budzić. O 4.00 pierwszy uczestnik zasiadł na pomoście, by strugać kija. Niedługo dołączył następny (ten już nie strugał). Potem budzili się następni. Dziewczyny zrobiły śniadanie. O 10.00 wyruszyliśmy. Mieliśmy dwóch ratowników, jednego z przodu spływu, drugiego z tyłu. Rzeka (Czarna Hańcza) była spokojna. Na początek mamy łatwy odcinek. W sumie jest tego dzisiaj 18 km takiego lelum polelum. Kajaki były koedukacyjne (w przeciwieństwie do namiotów, więc kłótni i wrzasku było całkiem sporo. No, niestety, nawet w lesie i na rzece nie potrafimy się ogarnąć.

Mieliśmy dwie przerwy na jedzenie i ewentualne pójście w krzaki. W czasie spływania trochę nie było czasu na podziwianie dzikiej natury, ale na postojach czas na to był. Otaczała nas puszcza. Duże drzewa, krzaczory i gęste podszycie. Oznaki cywilizacji to były pomosty i jakieś samotne budy w lesie. Albo słupy energetyczne gdzieniegdzie. Mało ich było, ale powinno w ogóle nie być!

O bodajże 13.ileśtam byliśmy na miejscu następnego obozowania. Jakieś pół godziny później przyjechał pan z jedzeniem i naszymi rzeczami. Po obiedzie rozbiliśmy namioty. Tuż obok mieliśmy bar, więc część poszła oglądać mecz.

Pod wieczór zachmurzyło się. Wszyscy, którzy mieli płachty na namiot (czyli pani Całka i jeden kolega z IIb) założyli je. Zrobiliśmy ognisko. Kiełbaski, chlebuś... Śpiewaliśmy, kilka osób grało na gitarze. Większość jednak oglądała mecz.

15 czerwca 2016

Deszcz!!! Lało w nocy, rano też leje! Namioty całe mokre (oprócz dwóch) Jeden namiot wspólny chłopaków przemókł totalnie razem z całym dobytkiem. Składanie tego wszystkiego to był koszmar. Chociaż niektórzy śmiali się (z bezradności).

Po spakowaniu rzeczy do przyczepy schroniliśmy się do baru. Po bodajże półgodzinie przestało padać. Od razu ruszyliśmy. Dzisiejszy odcinek miał 12 km, ale był on bardziej wymagający. Kolejny level po prostu. Wczoraj KTOŚ komuś przytrzasnął palec, więc nastąpiła mała zmiana w składach. Płynęło się podobnie jak wczoraj, tylko było odrobinę trudniej. I mieliśmy jedną przerwę.

Po południu standardowo przybyliśmy na pole campingowe. Poczekaliśmy trochę na obiad (gołąbki, gołąbki, gołąbki!!!), rozbiliśmy obozowisko. A potem luz. Dwóch chłopaków znalazło blisko niesamowicie tani sklep, czyli żółto-niebieską budę. Po ich powrocie reszta rzuciła się do budy wydawać grosze.

Wieczorem kolejne ognisko. Piosenka o Jezusie niosła się po łąkach. Było bardzo wesoło.

16 czerwca 2016

Nadszedł ostatni dzień pływania. Najtrudniejszy. Kilometrów na pewno więcej niż 15. Rzeka kręta, z masą konarów. Trzeba strasznie uważać. Czasami ktoś utykał na jakimś konarze i robił korek. Przyroda super. Tu mięta, tam kwiatek, a tam ptaszek... „Do licha, znowu zwalone drzewo! Sorry!” Tak to mniej więcej wyglądało.

Potem dopłynęliśmy do Kanału Augustowskiego. Szeroki, wygodny, tylko bez prądu, który by popychał, ale co tam! A na dwóch końcach kanału śluzy. Czyli dwie osoby łapią się łańcuchów, a reszta ich samych. I lecimy w górę. Za kanałem jezioro. Bardzo ładne. A za nim jeszcze kawałek drugiego i koniec! Jesteśmy na miejscu! Czterech chłopaków wskoczyło z jedną dziewczyną do jeziora. Woda fantastyczna. Potem obiadek, rozbijanie namiocików i nicnierobienie.

Wieczorem oczywiście ognisko. Które...

17 czerwca 2016

…trochę się przedłużyło. Do rana. Ośmiu uczestników (w tym pani Gumkowska i jedna dziewczyna, reszta to chłopy) postanowiło czuwać nad dobytkiem kolegów i koleżanek. Co prawda nikt nas nie napadł, ale mieliśmy odwiedziny studentów, którzy postanowili uczcić remis z Niemcami kilkoma piwami. Niedługo potem pojechali sobie. A my siedzieliśmy. Gadaliśmy o kosmosie. I innych rzeczach.

Ale rano trzeba wziąć się w garść i spakować nieużyty namiot i resztę rzeczy. O 11.00 przyjedzie autobus. Teoretycznie. Bo przyjechał o 12.30. A przepisy kazały czekać do 13.00. I w końcu ruszyliśmy.

W McDonaldzie znany nam już Poskramiacz Ptaków oswajał wróble (więcej o Poskramiaczu jest w moim sprawozdaniu z wycieczki do Włoch). Więcej atrakcji w czasie jazdy nie było.

Maciej Persona



Zobacz zdjęcia